Sumienie epoki - procesy pokazowe

Zawsze chciał mówić prawdę i wierzył, że w ten sposób najlepiej będzie służył Kościołowi i Polsce. Nie ugiął się, gdy inni szli na kompromisy. Ks. Zygmunt Kaczyński pozostał sumieniem swego pokolenia i epoki.

W II Rzeczypospolitej należał do czołowych polityków chadeckich, był dwukrotnie posłem, a od 1929 roku piastował funkcję dyrektora Katolickiej Agencji Prasowej. W latach 1940–1945 przebywał na uchodźstwie we Francji, a następnie w Anglii. Objął tam m.in. stanowisko ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego, został członkiem II Rady Narodowej, tzw. Małego Parlamentu, oraz kapelanem prezydenta RP Władysława Raczkiewicza.
Po wojnie, we wrześniu 1945 r., powrócił do kraju z zamiarem włączenia się w odbudowę Polski. Prowadził rozmowy dot. sytuacji w kraju, możliwości działań Kościoła i katolików w nowej rzeczywistości z przedstawicielami różnych opcji politycznych. Rządzący komuniści mieli świadomość pozycji politycznej ks. Kaczyńskiego, określano go: „reakcyjny działacz polskiego Kościoła katolickiego(...). Zręczny polityk szeroko wykorzystuje pseudodemokratyczną frazeologię dla zamaskowania swoich reakcyjnych dążeń”. Był w stałym kontakcie z politykami opozycji: Stanisławem Mikołajczykiem, Karolem Popielem oraz Stanisławem Grabskim. Wspólnie z ks. J. Piwowarczykiem aktywnie wspomagał polityków chadeckich ze Stronnictwa Pracy w działalności politycznej. Podejmował inicjatywy na rzecz powstania „partii ludzi chodzących do kościoła”. Współpracował z hierarchią Kościoła katolickiego – „rządzący” określali go politycznym doradcą Episkopatu.

Groźny figurant

Od 1946 r. został redaktorem naczelnym wydawnictw Katolickiego Towarzystwa Wydawniczego „Rodzina Polska”. Ks. Kaczyński decydował o linii politycznej „Tygodnika Warszawskiego”. Skupiał wokół pisma osoby o różnych odcieniach politycznych: chadeków, endeków, konserwatystów, unionistów i innych, dla których „Tygodnik Warszawski” stanowił jedyną trybunę do wyrażania swych poglądów politycznych. Działalność ks. Kaczyńskiego była kontrolowana przez UB, był „figurantem” spraw operacyjnych o kryptonimach: „Haga”, „Miecz”, „Kapitol”.
Za swą działalność publiczną został aresztowany po raz pierwszy 31 sierpnia 1949 r. Po kilku przesłuchaniach i tygodniowym areszcie zwolniono go. Ponownie aresztowany 26 kwietnia 1949 r., w związku z „nieprzestrzeganiem podpisanych zobowiązań” dot. zachowania tajemnicy śledztwa – tj. przekazaniem informacji dot. śledztwa prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu i bp. Zygmuntowi Choromańskiemu. Interwencje Kościoła i rodziny w sprawie uwolnienia ks. Zygmunta nie przynosiły żadnych rezultatów. 28 sierpnia 1951 r. Wojewódzki Sąd Wojskowy wydał wyrok skazujący księdza na 10 lat pozbawienia wolności i utratę praw publicznych na 5 lat. Karę odbywał w więzieniu śledczym w Warszawie przy ul. Rakowieckiej.

Niezłomny

W więzieniu ks. Kaczyński – wg opinii współwięźniów – zachowywał się godnie. Ks. Józef Zator-Przytocki wspominał: „Trzymał się psychicznie wspaniale. Nie żałował tego, że siedzi. Był przekonany, że w dzisiejszej sytuacji jego uwięzienie może tak sprawie Kościoła, jak i polskiej więcej się przysłużyć aniżeli na wolności”. Natomiast władze więzienne wydały o nim następującą opinię: „Do współwięźniów jest koleżeński, lecz bliższe stosunki utrzymuje tylko z więźniami wrogo ustosunkowanymi do Polski Ludowej. Z popełnionego przestępstwa sprawy sobie nie zdaje. Wyrok uważa za niesłuszny. Z przeprowadzonych z nim rozmów oraz zachowania w tutejszym więzieniu można wnioskować, że do Polski jest ustosunkowany wrogo”.

Rehabilitacja po śmierci

Ks. Kaczyński zmarł 13 maja 1953 r. w więzieniu na Mokotowie w niewyjaśnionych okolicznościach. Przeprowadzony przez Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy 5 marca 1958 r. proces rehabilitacyjny oczyścił ks. Kaczyńskiego z bezpodstawnych zarzutów i uniewinnił. W uzasadnieniu wyroku czytamy: „Po zanalizowaniu materiału dowodowego, Sąd Woj. ma obowiązek stwierdzić, że poprzednie dowody p-ko Kaczyńskiemu były fingowane i uzyskane drogą niedozwolonych i przestępczych metod, co więcej, Sąd Wojewódzki ma obowiązek stwierdzić, że w stosunku do Z. Kaczyńskiego została wyrządzona nie do naprawienia krzywda, albowiem w wyniku tego rodzaju postępowania sądowego i przygotowawczego, jakie toczyło się wokół Z. Kaczyńskiego, poniósł on śmierć, niezależnie od krzywdy moralnej wyrządzonej jemu bezpośrednio i jego bliskim przez zaliczenie go w poczet wrogów państwa polskiego, krzywda ta jest tym bardziej wyraźna i dotkliwa, że dotyczy ona człowieka, który w życiu swoim dowiódł nie tylko patriotycznego stosunku do swojej ojczyzny, ale i w stosunku do demokratyzmu (...)”.
Mirosław Biełaszko


Główna





stat4u