Kategorycznie odmówiłem

1 lutego 1946 r. Specjalny Sąd Karny w Gdańsku w procesie pokazowym skazał biskupa Karola M. Spletta na 8 lat więzienia, utratę praw publicznych i obywatelskich oraz konfiskatę mienia.

Zarzucano mu, że w czasie wojny zabronił używania języka polskiego w kościołach nawet podczas spowiedzi. Antypolskie zarządzenia wydawane były jednak nie przez biskupa, lecz przez władze państwowe i jednakowo obowiązywały w całej Rzeszy i na terenach do niej inkorporowanych. Za ich złamanie groziła śmierć lub co najmniej obóz koncentracyjny.

W III Rzeszy

W protokole z posiedzenia Rady Ministrów z 18 IX 1939 czytamy: „Polscy duchowni i nauczyciele byli w licznych przypadkach duchowymi i faktycznymi przywódcami powstańców”. Marszałek Goering określił jako nie do zniesienia, aby polscy księża mogli nadal, szczególnie na terenach językowo mieszanych, podburzać ludność. Urząd ds. Polityki Rasowej 25 X 1939 polecał: „Należy zabronić wszelkich nabożeństw w języku polskim (…) Ze względu na polityczne znaczenie katolicko-polskiego kościoła na tych terenach można dojść do wniosku, aby katolickiego kościoła w ogóle tu nie dopuszczać”.
Już w pierwszym dniu wojny wszyscy księża polscy w Wolnym Mieście Gdańsku zostali aresztowani, a kościoły pozamykane. Do Gdańska doszła wieść o wymordowaniu całego duchowieństwa Pelplina, kapituły chełmińskiej, profesorów seminarium i wielu księży z terenu diecezji. Na interwencję biskupa K. Spletta Oberkommando der Wehrmacht odpowiedziało, że „wymienieni prawdopodobnie padli ofiarą terroru polskich band morderców”. W takie sytuacji biskup podał do wiadomości treść antypolskich zakazów, aby, jak to wielokrotnie wyjaśniał, „ratować to, co dało się jeszcze uratować” i zapewnić Polakom jakąś formę posługi duszpasterskiej.


W godzinie próby

W roku 1948 w Centralnym Więzieniu we Wronkach podjęto próbę wciągnięcia biskupa do współpracy z reżimem. „W dzień Bożego Ciała (27 V) zostałem wezwany do naczelnika – opisuje biskup. Zapytał mnie, czy znany mi jest list papieża do episkopatu niemieckiego. Musiałem zaprzeczyć. Wtedy oświadczył, że papież otwarcie podburza niemiecki episkopat przeciwko narodowi polskiemu i zażądał, abym złożył pisemne oświadczenie, że jako biskup katolicki potępiam takie szowinistyczne postępowanie papieża. Kategorycznie odmówiłem. Natychmiast zostałem przeniesiony do izolatki…
Żądanie to było jeszcze kilkakrotnie ponawiane przez różnych funkcjonariuszy więziennych. Za każdym razem jednoznacznie odmawiałem. 11 lutego 1949 pojawił się w mojej celi przedstawiciel bezpieczeństwa z Warszawy i powtórzył powyższe żądanie. Ponownie odmówiłem. W nocy przyszli komunistyczni strażnicy i zaprowadzili mnie do zupełnie ciemnej, wypełnionej po kolana wodą celi. W celi tej zupełnie nago przetrzymywany byłem przez 7 dni. Do jedzenia dawano mi co drugi dzień pół litra wodnistej zupy. Dwie noce spędziłem w suchej, zupełnie pustej celi, w której jednak na oścież były otwarte okna, przy temperaturze na zewnątrz minus 15 stopni. Tu godzina po godzinie oblewany byłem kubłem lodowato zimnej wody”.
Te i inne szykany nie załamały biskupa. Również dalsze próby wciągnięcia do współpracy spotkały się z jego godną i zdecydowaną odmową.
ks. Stanisław Bogdanowicz


Główna





stat4u