Mord w lesie

Ks. Michał Pilipiec „Ski” był kapelanem AK, który w czasie wojny wielokrotnie narażał życie. Nie dostał za to medalu lecz... kulę

To jest nasza odwieczna polska ziemia i my sami się rządzić potrafimy, bez sowieckiej, komunistycznej przemocy. Na niej własnymi siłami ukształtowaliśmy w ciągu wieków nasz własny, polski intelekt oraz morale na poziomie europejskim. Nigdzie bardziej tak jak na polskiej ziemi godzi się nam, katolikom, w oparciu o słowo Boże walczyć o dobro narodu, jego godność i wolność” – mówił w 1944 r. ks. Michał Pilipiec. Duchowny był znany ze swej patriotycznej postawy. Żołnierze AK od wielu lat znajdowali w nim duchowe wsparcie.
Urodzony nieopodal Krasiczyna na ziemi przemyskiej Michał Pilipiec święcenia kapłańskie przyjął w 1936 r. Pracował następnie w parafiach w Pniowie i Futomie, a tuż przed wybuchem II wojny światowej został wikarym w Błażowej. Już w początkach 1940 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną początkowo – pod pseudonimem „Ski” – w placówce ZWZ w Błażowej. W tajnym nauczaniu kształcił innych, a sam ukończył konspiracyjną podchorążówkę. W 1944 r. został kapelanem Obwodu Rzeszów AK. Brał udział w akcji „Burza”. W czasie II wojny światowej – zgodnie ze swym późniejszym stwierdzeniem – walczył o godność i wolność Rzeczypospolitej, opierając się na słowie Bożym.
Wkroczenie sowieckich sołdatów postrzegał jako nową okupację przez siły zagrażające nie tylko narodowi, ale także wierze katolickiej. W tym czasie był katechetą i nauczycielem łaciny w gimnazjum w Błażowej. Jego AK-owska przeszłość oraz jawna krytyka systemu komunistycznego stały się przyczyną aresztowania w grudniu 1944 r. Przewieziono go do Rzeszowa, gdzie ostatecznie osadzono w więzieniu w tamtejszym zamku.
Poddano go brutalnym przesłuchaniom. Gabriel Brzęk „Dewajtis” – oficer AK, organizator tajnego nauczania – osadzony w celi wspólnie z duchownym – wspominał moment przyp ro w a d z e n i a go z przesłuchania 8 grudnia 1944 r.: „Upłynęła przeszło godzina, gdy otworzono drzwi i do celi wepchnięto księdza M. Pilipca. Znęcano się nad nim zajadle. Nie mógł stać o własnych siłach.
Doskoczyłem do niego z Józefem Batorem i pomogliśmy mu podejść do siennika. Następnie go na nim położyliśmy. Był strasznie zmasakrowany. Sutanna jego była w wielu miejscach popękana. Na ciele miał wiele ran. Z pęknięć skóry na głowie sączyła się krew. Wił się z bólu”. Jeszcze tego samego dnia, uznany za groźnego wobec systemu, nieugięty w swych poglądach duchowny został wywieziony do lasów głogowskich nieopodal Rzeszowa i zamordowany.
Filip Musiał


Główna





stat4u