Na rozkaz Bieruta

Na przełomie lat 40. i 50. ważnym elementem podjętej przez komunistów antykościelnej ofensywy stały się procesy pokazowe. Serwilistyczne sądy skazywały duchownych za wyimaginowane przestępstwa. Celem nagłaśnianych w mediach rozpraw była kompromitacja Kościoła.

Najgłośniejsze procesy, komentowano nie tylko w Polsce, ale także w wybranych krajach bloku sowieckiego, przeprowadzono w 1953 r. W styczniu skazano czterech duchownych i trzy osoby świeckie w tzw. procesie kurii krakowskiej, we wrześniu komunistyczny trybunał wydał wyrok skazujący kieleckiego ordynariusza bp. Czesława Kaczmarka.
Jak twierdził wysoki funkcjonariusz MBP ppłk Józef Światło: „wszystkie pokazowe procesy polityczne i wszystkie ważne tajne procesy polityczne odbywały się w Polsce na bezpośredni rozkaz [Bolesława] Bieruta. Bierut kazał się informować o szczegółach dochodzenia, wydając bezpośrednie rozkazy. Wyznaczał ludzi pewnych z K[omitetu] C[entralnego PZPR] dla przygotowania aktu oskarżenia, który sam zatwierdzał (...) Bierut przed rozprawą wydawał wyroki zarówno co do winy, jak i kary. Sąd miał tylko za zadanie przeprowadzenie komedii wyreżyserowanego procesu i ogłoszenie wyroku, już przedtem wydanego przez Bieruta i jego moskiewską klikę”.
Przygotowując proces przeciwko bp. Kaczmarkowi, Bierut nie podejmował jednak decyzji samodzielnie. Konsultował potrzebę jego przeprowadzenia z Arkadijem Sobolewem – sowieckim ambasadorem w Warszawie. Zapewniał go zarazem, że „jeśli w Moskwie dojdą do wniosku o celowości [procesu], to będzie można delegować do Moskwy wiceministra bezpieczeństwa publicznego Romkowskiego, nadzorującego przebieg śledztwa w sprawie Kaczmarka. Romkowski mógłby udzielić niezbędnych wyjaśnień w celu bardziej wnikliwego zaznajomienia z materiałami przygotowywanego procesu”.
Rolą osób „nadzorujących” przebieg śledztw na potrzeby procesów pokazowych było zadbanie o to, by zeznania aresztowanych oraz treść stawianych im zarzutów realizowały polityczne potrzeby stojące w danym momencie przed komunistyczną partią. Ujętych duchownych poddawano brutalnym przesłuchaniom (nazywanym czasem badaniem), pastwiono się nad nimi fizycznie i psychicznie, aby złamać ich wolę oporu i zmusić do przyznania się do niepopełnionych czynów. W przypadku obydwu najgłośniejszych procesów głównym zarzutem stawianym kapłanom było szpiegostwo. Bp Kaczmarek, wspominając czas śledztwa, pisał: „pozbawiono mnie w ciągu 1,5 roku wszelkich normalnie potrzebnych dla odżywiania organizmu substancji, na skutek czego cierpiałem głód, wyniszczający tak dalece, iż zachorowałem na szkorbut, utraciłem 19 zębów (…) i doznałem ogólnego rozstroju całego organizmu, tak iż byłem bliski śmierci (…)
Byłem badany codziennie w ciągu nieraz tygodni i miesięcy od godz. 8–9 rano do 1-ej a często 3-ej w nocy, tak że faktycznie pozbawiono mnie snu i odpoczynku (…)”.

Ks. Józef Lelito – główny oskarżony w tzw. procesie kurii krakowskiej, chory na wrzody, był zmuszany do siedzenia w niewygodnej i potęgującej ból pozycji. Jak wspominał: „wiłem się w strasznych boleściach, a na moją prośbę oficer śledczy MBP kpt. Midro Leon odpowiadał, że stołek mi przyrośnie do dupy (dosłownie), a nie zezwoli na żadną ulgę, dopóki nie będę zeznawał tego, czego on chce, czego on ode mnie zażąda”.
Wymuszenie zeznań – przynajmniej na części oskarżonych – pozwalało komunistom na zrealizowanie propagandowej kampanii towarzyszącej procesom. Przyznający się do nieprawdopodobnych przestępstw „szpiedzy w sutannach” mieli zostać potępieni przez opinię publiczną, a zaufanie do Kościoła miało zostać podważone. Aby uniknąć niespodzianek, zeznania głównych oskarżonych były przygotowane przez funkcjonariuszy bezpieki, a ich obrońcy zazwyczaj współpracowali z aparatem represji. Dodatkowo w trakcie procesów sądzonych nadal terroryzowano. Ks. Lelito wspominał, że „w toku procesu w pierwszym dniu znęcano się nade mną grożąc mi surowym bardzo wyrokiem za to, że nie zeznawałem obciążająco na Kurię Metropolitalną”.
Wyroki w rozprawach politycznych zapadały przed rozpoczęciem procesu, w gabinetach partyjnych dygnitarzy. Były również elementem kampanii propagandowej, a ich wymiar miał wpisywać się w potrzeby PZPR. Podobnie drobiazgowo dbano o tekst wyroku. Jak wspominał jeden z sędziów komunistycznych, szef Zarządu Sądownictwa Wojskowego „wyrok zabierał według mego przekonania do towarzyszy z Biura Politycznego partii i przynosił z pewnymi poprawkami, czy wstawkami. Poprawki dotyczyły politycznych zagadnień i rozmiarów”.
Obok procesu przeciwko bp. Kaczmarkowi czy przeciwko duchownym ze „sprawy krakowskiej kurii”, w latach 40. i 50. przeprowadzono szereg innych rozpraw, między innymi przeciwko ks. Władysławowi Gurgaczowi, o. Andrzejowi Bronisławowi Szepelakowi czy tzw. procesy wolbromski oraz zakonników z Otmuchowa.
Filip Musiał


Główna





stat4u