Element trwale niepożądany

Koniec wojny nie oznaczał na ziemiach polskich powrotu do normalnej pracy duszpasterskiej. Popierana przez Stalina PPR miała swoje plany dostosowania Polski do ateistycznego sowieckiego wzorca, choć ze względów taktycznych nie mogła ignorować polskiej specyfiki, z silną pozycją Kościoła.

Dlatego osoby odpowiedzialne z ramienia komunistów za politykę wyznaniową sięgnęły po szeroki wachlarz środków administracyjnych, do których należało również wypędzenie duchownego z terenu jego działalności duszpasterskiej. Metodę tę zastosowano przede wszystkim na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie komuniści mogli posługiwać się argumentem o niepolskim pochodzeniu duchownych.

Wysiedlenia

Pierwsze wysiedlenia na terenach przyznanych Polsce po wojnie miały miejsce jeszcze w 1945 r. Były one bezprawne i doraźne, dotyczyły zaś duchownych określonych jako „obcy element”. Decyzją Okręgowego Polskiego Komitetu Narodowościowego w Olsztynie wygnano z diecezji bp. warmińskiego Maksymiliana Kallera.
Wojewoda śląsko-dąbrowski gen. Aleksander Zawadzki dążył do eliminacji żywiołu niemieckiego ze Śląska, zarzucając m.in. niemieckim duchownym prowadzenie akcji dywersyjnej na Górnym Śląsku, germanizowanie polskich dzieci podczas katechizacji i ukrywanie hitlerowskich zbrodniarzy. Często wątpliwe niemieckie pochodzenie duchownych nie było jedynym argumentem za usunięciem z parafii. Generał Zawadzki posługiwał się rzekomą troską o właściwe warunki opieki duszpasterskiej dla przybywających ze Wschodu repatriantów. „...Niezdrowem jest zjawisko – mówił Zawadzki – że bogate parafie znajdują się wciąż jeszcze w rękach księży niemieckich, podczas gdy liczni księża repatrianci pozostają bez parafii i żyją w warunkach bezdomnych tułaczy, przez co i potrzeby religijne repatriantów nie są należycie zaspokojone”. W końcu lipca 1946 roku rozkaz opuszczenia Polski otrzymało 6 księży, znanych z działalności duszpasterskiej i społecznej, m.in. wikariusz generalny ks. Franciszek Woźnica. Weryfikacja dotyczyła również zgromadzeń zakonnych.
Władze Zabrza zdecydowały o deportowaniu 21 sióstr zakonnych, które usunięto wraz z 6 zabrzańskimi księżmi w październiku 1946 r. W grudniu na polecenie wojewody wywieziono do Czech ciężko chorego bp. Józefa Nathana z Branic, który jako Morawianin nie chciał poddać się weryfikacji.
Działania administracyjne władz spotkały się ze zdecydowaną reakcją ze strony hierarchii kościelnej. W listach kierowanych od stycznia 1947 r. do władz różnych szczebli bp Stanisław Adamski i ks. Bolesław Kominek zwracali uwagę na akty odwetu ze strony przeciwników politycznych, na brak jasnych kryteriów weryfikacji, powodujących wysiedlenia duchownych znanych z przywiązania do polskości, jak również chęć zagarnięcia majątków deportowanych.
Represyjne działania władz komunistycznych nasilały się w kolejnych latach. W ankiecie sporządzonej przez starostów w 1948 r. określono nowe kategorie duchownych przeznaczonych do deportacji. Pretekstem do pozbycia się księdza mogło być „niedostateczne opanowanie języka polskiego”, trwanie przy dawnym brzmieniu nazwiska czy posługiwanie się gwarą (na indeksie takich duchownych znalazł się m.in. przyszły biskup Herbert Bednorz). Postanowiono część księży po cichu wypędzić do centralnej Polski, tak by nie wywoływać niepokojów i nie podrywać autorytetu „władzy ludowej” wśród Ślązaków. Po kryjomu – „sprawnie i bez rozgłosu, w sposób kulturalny” – deportowano w ciągu trzech dni duchownych i zakonnice w tzw. akcji prudnickiej, nie siląc się nawet na weryfikację narodowościową.

Likwidacja administratur

Usuwanie duchownych według powyższych wzorów nasiliło się w latach 50. Do uderzenia w Kościół wykorzystano narastający konflikt o obsadę stanowisk kościelnych na tzw. Ziemiach Odzyskanych. W 1951 r. komuniści „zlikwidowali tymczasowość”, usuwając 5 administratorów apostolskich wraz z wikariuszami generalnymi.

Główna





stat4u